środa, grudzień 12, 2018

Znajdź na stronie

Vinaora Nivo Slider

Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Przyciski strona główna

 

uczniowie nauczyciele bibioteka pedagogrekrutacja wspolpraca FSYNTEAA1tot1rainbow1P

10 lat Niepodległości - wspomnienie K. Gnoińskiego

Kazimierz Gnoiński w 1928 r. opublikował artykuł zamieszczony w „Jednodniówce powiatu mińsko-mazowieckiego z okazji dziesięciolecia niepodległości państwa polskiego. 11.XI.1918 – 11.XI.1928”, wydanej przez Drukarnię Polską M. Gołaszewskiego w Mińsku Mazowieckim. Jest to niezwykle cenny dla nas materiał, gdyż dyr. Gnoiński w ogóle niewiele publikował, a ponadto ten tekst dotyczy wspomnień z pierwszych lat istnienia seminarium, więc okresu odradzania się polskiej państwowości. Dziś, w roku Jubileuszu 100.lecia odzyskania Niepodległości na pewno warto ten tekst poznać. 

 Z życia Seminarjum w Siennicy. 

W maju 1916 roku pierwszy raz przyjechałem do Siennicy dla obejrzenia warunków pracy w miejscowym Seminarjum.

Ładna falista miejscowość, mury poklasztorne, piękny stary ogród z sadzawką, przemawiały bardzo za sobą.

Nie odstraszały ciemne i małe pomieszczenia szkolne, walące się drewniane budynki gospodarcze. Wobec ruiny całego kraju, były to rzeczy drobne. Pomimo ciężkiej ręki okupacji niemieckiej, szykan na każdym kroku, rewizji na rogatkach i w wagonach, braku najelementarniejszych potrzeb, żyła w zdrowej części społeczeństwa wiara, przekazana przez słowa wieszczów i mogiły powstańców.

Najmocniejsze, najszlachetniejsze jednostki z bagnetem w ręku walczyły o prawa Narodu inni rwali się do pracy, wykazując niejednokrotnie duży hart i pomysłowość.

W sierpniu tegoż roku zjechała gromadka nauczycieli na teren Seminarjum.

Pierwsze początki były trudne. Należało przekształcić Seminarjum, stworzyć program, zacierać nawyki szkoły rosyjskiej, uporządkować materiał uczniowski, a jednocześnie walczyć z brakiem żywności, opału, światła, trudnością komunikacji i t. p. A jednak harmonijny wysiłek nauczycieli i uczniów oraz ofiarność jednostek miejscowego społeczeństwa pokonywały, zdawałoby się, niezwyciężone trudności. Rytm serc, zgodny w wyczuciu konieczności dziejowej, dawne i nowe przykłady bohaterstwa w walce o wolność pozwalały skupiać siły. Młodzież garnęła się do pracy, poko­nywała ogromne trudności, wypełniała braki, nie odrywając się przytem myślą od walczących na froncie. Pod grozą wtargnięcia żandarmerji niemieckiej odbywały się ćwiczenia przysposobienia wojskowego, śpiewano rotę, wchłaniano każdą wieść z frontu, a przede wszystkiem w tej części, gdzie krwawiły się szare maciejówki legjonistów.

Obojętnie przyjęliśmy ogłoszoną przez okupantów niepodległość, z gorącem oburzeniem aresztowanie i uwięzienie Komendanta Piłsudskiego, oderwanie Chełmszczyzny, rozproszenie legjonów.

Umiłowania nauczycieli i młodzieży, żywy symbol tych umiłowań, mocna wiara w ostateczne zwycięstwo służyły, jako wspaniały czynnik wychowawczy. Nie byliśmy nieprzygotowani, kiedy w dniu 11 listopada Polska wstała wolna i niepodległa, krwawiąca jednak na wszystkich granicach.

Wyludniły się kursy seminaryjne. Chłopcy stanęli pod broń, i w parę miesięcy z ich grona mieliśmy zabitych i rannych pod Lwowem.

Pierwsze lata niepodległości do pomyślnych nie należały.

Po chwilowej radości po wzięciu Kijowa ze zgrozą śledziliśmy odwrót naszych wojsk, widzieliśmy oddziały, przechodzące przez Siennicę, często zdemoralizowane, słyszeliśmy o szybkim postępie armji nieprzyjacielskiej - wiary jednak w Naród i jego Wodza nie traciliśmy.

Stu dwudziestu uczniów i maturzystów stanęło do szeregu. Grono nauczycielskie także, kto mógł i jak mógł, oddało się do dyspozycji władz wojskowych.

Nastały ciężkie chwile. Zastępy bolszewickie wkroczyły do Siennicy.

Huk armat z pod Warszawy, różne nieprawdopodobne wieści, tupot wkraczającej nieprzyjacielskiej armji gnębiły serca i myśli; na szczęście niedługo.

Już w parę dni nadlatujące aeroplany bojowe polskie i panika wśród żołnierzy bolszewickich dawały do myślenia, że nie jest tak źle, później uciekające w popłochu oddziały nieprzyjacielskie wróciły radość i otuchę.

Ludność samorzutnie rzuciła się do rozbrajania nieprzyjacielskich żołnierzy, nie stawiających co prawda wielkiego oporu.

Seminarjum stało się chwilowym obozem jeńców, których przede wszystkiem należało wymyć i nakarmić.

Radość zwycięstwa drogo została okupiona. Nie doliczyliśmy się dziewięciu naszych, chłopców; wielu było rannych.

Zginął nauczyciel Antoni Królikowski, piękny charakter, człowiek o dużym harcie, który całe swoje życie poświęcił walce z przemocą nie­miecką i moskiewską a ostatecznie padł w pierwszych szeregach armji ochotniczej.

Zakończyły się zmagania z wrogiem zewnętrznym. Wróg został pokonany czynem zbrojnym, wspaniałym w swej błyskawicznej mocy, świad­czącej o tężyźnie młodego narodu.

Niestety!

Pozostał jeszcze wróg wewnętrzny. — Ciemnota mas, zła wola, głębokie rany zadane przez niewolę, a w związku z nią niewiara we własne siły, obawa czynu, a przede wszystkiem skarlała dusza niewolnicza, mrużąca oczy na światło i prądy odżywcze.

Przeżył naród ciężkie chwile w rozterkach wewnętrznych. Nie ominęły one i naszej uczelni. Pociechą było, że umiłowany Twórca niepodległości i Wódz narodu, przymusowo bezczynny w pobliskim Sulejówku, odezwie się od czasu do czasu, budząc otuchę w zalęknionych sercach.

19 marca był w owych czasach pięknym dniem w życiu Seminarjum.

Żywy symbol umiłowania Ojczyzny, bohaterstwa, poświęcenia dla narodu jednoczył w tym dniu większą część nauczycielstwa i młodzież.

Rozwijająca się normalnie praca w Seminarjum pozwalała wciąż powiększać skalę wymagań, dobierać wśród młodzieży materjał, nadający się do przyszłego zawodu. Wypuściliśmy w świat blisko 300 nauczycieli. Staramy się w miarę możności utrzymywać kontakt z naszymi wychowankami. Cieszymy się ich powodzeniem, smucimy, gdy odbiegają od wytkniętej drogi.

Wielu z naszych dawnych chłopców przyczyniło się wydatnie do rozwoju szkolnictwa, wielu z zapałem służy tej sprawie. Większość pracuje nad pogłębieniem wiedzy, interesuje się zagadnieniami społecznemi i państwowemi.

Zmieniły się także warunki zewnętrzne. Stanął piękny nowy gmach Seminarjum, dostosowany do nowoczesnych wymagań higjeny i nauki. Przybyło moc światła, powietrza, rozszerzyły się ściany naszej uczelni.

Ślicznie pomyślany front, szerokie, widne korytarze, hol z piękną klatką schodową, sale wykładowe, pracownie napełniają serca radością,— są jakgdyby istotnym dowodem, że żyje polska szkoła, że myśl twórcza pracuje, że jeszcze kilka lat zmagań z trudnościami, a stanie nasze szkolnictwo na takim poziomie, do jakiego prowadzi je tradycja dziejowa.

Dość spojrzeć objektywnie o dziesięć lat wstecz. Porównać to, co było, z tem, co jest, by stwierdzić ogromny dorobek, prężność i odporność na prądy wsteczne. A więc żyje polska szkoła, krzepnie i rozrasta, zdobywa posłuch i wiarę Niechże rozwija się nadal pomyślnie i mocno, kładąc podwaliny pod przyszłą wielkość i szczęście narodu.

Kazimierz Gnoiński