środa, grudzień 12, 2018

Znajdź na stronie

Vinaora Nivo Slider

Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

Przyciski strona główna

 

uczniowie nauczyciele bibioteka pedagogrekrutacja wspolpraca FSYNTEAA1tot1rainbow1P

Wspomnienia o Patronach szkoły

Książka "W służbie wsi i kraju" wydana przez LSW w Warszawie w 1966 r. została przygotowana przez członków Koła Sienniczn na stulecie istnienia szkół siennickich. Jest to pozycja, do dziś najważniejsza, opisująca dzieje miejscowości i szkoły. Wydrukowano 3283 egzemplarze książki, która obecnie jest rzeczywiście trudno dostępna. Można ją jedynie wypożyczyć w bibliotece albo od absolwentów naszej szkoły, którzy w latach siedemdziesiątych otrzymywali ją wraz ze świadectwem maturalnym.

Zamieszczone w książce wspomnienia dotyczą m.in. Patronów naszej szkoły. Ponieważ, szczególnie w okresie poprzedzającym Dzień Patrona, wszelkie informacje o K. i H. Gnoińskich są bardzo poszukiwane, postanowiłem na naszej stronie internetowej opublikować stosowne fragmenty książki.

Jan Pierzan. Wspomnienie o Kazimierzu i Hipolicie Gnoińskich zamieszczone w: W służbie wsi i kraju. LSW, Warszawa 1966. s. 340-345.

 Od pierwszego zetknięcia się z dyrektorem Gnoińskim w roku 1933, gdy z nim - jako członkiem spo­łecznego nadzoru nad Gimnazjum Towarzystwa Szkół Średnich w Mińsku Mazowieckim - rozmawiałem o pracy w tej szkole, a następnie, gdy miałem szczęście zdobyć jego zaufanie i sympatię, a potem wejść do grona jego współpracowników w Państwowym Semi­narium Nauczycielskim, następnie w gimnazjum, sta­rałem się zdać sobie sprawę, kim jest ten człowiek, czym podbija ludzi - zwłaszcza młodych; dlaczego - mimo ostrzegawczych głosów różnych doradców, aby się strzec tego „czerwonego gniazda siennickiego", da­łem się wciągnąć do współpracy w samej jaskini lwa.

Nie zapomnę nigdy tej chwili, gdy po jednorocznym dojeżdżaniu autobusem z Mińska na lekcje języka pol­skiego w ówczesnym seminarium nauczycielskim, w ro­ku 1935 zamieszkałem już na stałe w tzw. „domku przy bramie" na terenie szkolnym. W pierwszych za­raz dniach odwiedzili młodego kolegę oboje dyrektorostwo Gnoińscy, przynosząc w darze piękną lampkę ludową i życząc, aby przez całe życie była ona symbo­lem światła, radości i promieniowania, a jednocześnie stałym przypomnieniem celu i zadań życia nauczy­cielskiego.

Wydaje mi się, że to piękne i jakże wymowne w swoim wyrazie wprowadzenie w życie i pracę mło­dego swego sojusznika na terenie uczelni siennickiej tłumaczy również postawę ideową Gnoińskich jako pedagogów, oświatowców - a przede wszystkim ludzi.

Postawę tę zapewne ukształtowali czerpiąc z najgłęb­szych i najwartościowszych pokładów postępowej na­szej myśli społecznej i pedagogicznej. Harmonijnie uzupełniając się wzajemnie, wcielali w życie najpięk­niejsze hasła naszego Oświecenia, wielkich społeczni­ków XIX wieku, owiani jednocześnie romantyczną wiarą w siłę i skuteczność swego działania, w wartość człowieka - szczególnie tego wyzwalanego z wielo­wiekowego zaniedbania człowieka wsi.

To byli ludzie typu Siłaczek i Judymów, w których płonął ten sam żar miłości człowieka, gotowość do niesienia pomocy, zaparcia się siebie; to samo pragnie­nie pracy oświatowo-społecznej dla ludu i z nim, ale jednocześnie wyposażeni w głębszą i wszechstronniejszą niż u tamtych wiedzę o świecie i człowieku, zna­jący doskonale psychikę tych, wśród których praco­wali; stale wzbogacający tak metody pracy pedago­gicznej, jak i środki skutecznego oddziaływania. A do tego mający dar zjednywania sobie współpracowni­ków w tym dziele.

Stykając się z nimi - na ulicy, w szkole, przy pracy czy w życiu towarzyskim - wchodziło się odczuwalnie w jakiś krąg ciepła, życzliwości, jakiegoś działania sprzy­jającego rodzeniu się twórczych myśli, zapału dla pracy z dziećmi i młodzieżą, jakiegoś bogacenia się ducho­wego. Charakterystyczna przy tym była trwałość za­dzierzgniętych nici przyjaźni Gnoińskich z wieloma dawnymi, współpracownikami. Drzwi ich mieszkania stale były otwarte dla wielu gości z różnych stron kra­ju. Oboje Gnoińscy stanowili doskonałą syntezę cech charakteru, sposobu reagowania na różne zjawiska ży­cia i ustosunkowania się do nich. Gdy pani Hipolita porywała ludzi i przepalała swoim romantycznym ża­rem ukochania wielkich ideałów, oszałamiała bogactwem pomysłów twórczych, wciągała za sobą na wyżyny czasem nieosiągalne dla przeciętnego człowieka, to dy­rektor Gnoiński podbijał serca i zniewalał do siebie jakąś dziecinną niemal prostotą, wielką ludzką wyrozumiałością, niekiedy dziwną nieśmiałością i zda­wałoby się - niezaradnością życiową, przy jednoczes­nej głębi spostrzeżeń i myśli o tym życiu. Cechowało go również niezwykłe poczucie humoru. Nieraz zdarzyło się - szczególnie w czasie tak zwanych „sympozjonów" w mieszkaniu Gnoińskich, gdy w żywej, roz­ognionej dyskusji na tematy pracy szkolnej czy nauki i kultury w szerszym ujęciu - pani Hipolita swoim zwyczajem prowadziła już rozmówców w „podniebne" rejony, gdy w tym chórze za długo już brzmiało wyso­kie „cis", wówczas, jakby dla odprężenia myśli, pan Ka­zimierz jakąś anegdotą dyskretnie wprowadzoną, jakimś trafnym, a humorem zaprawionym sformułowaniem myśli sprowadzał wszystkich „na ziemię" i ukazywał bliższe, konkretne cele tej dyskusji.

O wartości człowieka i jego zasługach świadczą stworzone przezeń dzieła. Dziełem życia i długoletniej pracy pedagogicznej Gnoińskich było zorganizowanie jednej z najlepszych w Polsce uczelni, w której wy­kształciło się tylu ofiarnych w pracy wychowawczej nauczycieli, idących zawsze w pierwszym szeregu w walce o postęp, o wolną myśl, o naukę, o coraz wyższy stopień oświaty i kultury. Doskonale uzbrojeni w rzetelną wiedzę zawodową, obeznani z różnorodny­mi metodami pracy nauczycielskiej i społecznej, prze­pojeni najszlachetniejszymi ideami ukochania swego zawodu i pragnieniami stałego dopracowywania się coraz wyższego kunsztu - zawsze stawali się w swoich środowiskach, gdzie im przyszło pracować, zaczynem twórczego poszukiwania w różnych dziedzinach życia społecznego, kulturalnego i artystycznego.

Działo się tak dlatego, że każdy z wychowanków uczelni siennickiej wychodząc z niej niósł ze sobą nie tylko płonącą żagiew zapału do pracy, wchłoniętych pojęć i treści teoretycznych, mających być wcielanymi w dalszym życiu, ale przede wszystkim sugestywny obraz ideału szkoły, pracy i ducha panującego w niej, spełnianej roli w najbliższym środowisku wiejskim. Jednym słowem macierzysta uczelnia siennicka sta­wała się dla wszystkich jej absolwentów zapładniającym wzorem pięknej misji wychowawczej wśród ludu, zakładania fundamentów pod prawdziwe upowszech­nianie kultury, kształcenie nie tylko odbiorców, ale i współtwórców jej dóbr.

To, co mnie zawsze napawało podziwem, szacun­kiem a potem niezmierną radością, gdy obserwowa­łem z daleka i gdy współuczestniczyłem w życiu śro­dowiska szkolnego Siennicy, to jego szeroki rozmach, różnorodność kulturalna i artystyczna, stały kontakt całego grona nauczycieli i uczniów z ośrodkami umy­słowymi i kulturalnymi kraju, ciągłe doskonalenie się a jednocześnie przekazywanie zdobytych wartości bliż­szemu i dalszemu kręgowi miejscowego społeczeństwa.

Krąg ten rozszerzał się i pogłębiał obejmując nie tylko chaty, spod których wywodzili się uczniowie se­minarium, ale i najbliższe rodziny, sąsiadów - cały region.

Dojrzewanie ludzi, wciąganie do życia ogólnospołecznego i narodowego było bezsprzeczne. A ośrodkiem promieniującym, owym spiritus movens - była uczel­nia siennicka z jej twórcami Hipolitą i Kazimierzem Gnoińskimi oraz innymi pedagogami.

Trafnie ocenił to nawet wróg - Niemcy, którzy po wkroczeniu do Siennicy 13 września 1939 roku całą nienawiść i oskarżenie za zorganizowany opór chłopów z okolicy (Łękawica) skierowali przeciw nauczyciel­stwu, ą szczególnie pozostałemu z ludnością osady dyrektorowi Gnoińskiemu, wyprowadzając go wraż z kilkoma mieszkańcami na rozstrzelanie. Skończyło się na szczęście „tylko" na spaleniu Siennicy. Ale nie­raz potem jeszcze za patriotyczną postawę ludności obwiniano górującą nad okolicą szkołę i jej nauczy­cieli.

Mieli zresztą rację. I w czasie okupacji, nawet po usunięciu wszystkich mieszkańców z obrębów murów szkolnych, gdy Gnoińscy i inni nauczyciele musieli schronić się u życzliwych mieszkańców osady, często w ciasnych, prymitywnych izdebkach, ledwie skleco­nych po pożarze, tworzyli nowe ośrodki promieniujące wiarą w lepszą przyszłość Polski, przygotowujące nowe kadry inteligencji, tak tragicznie wyniszczonej w czasie okupacji, budzące myśl naukową, organizujące spo­łeczny i humanitarny czyn w okresie koszmarnej za­głady getta żydowskiego.

W tych ciasnych mieszkaniach Gnoińskich, Duraczów czy innych nauczycieli zawsze bywało po kilka osób. Jedni przychodzili po książkę z częściowo urato­wanej biblioteki szkolnej, inni po konspiracyjną prasę lub na tajne nauczanie, czasem na zapowiedzianą pre­lekcję profesora U W Józefa Tretiaka, który przebywa­jąc w okolicy pod przybranym nazwiskiem współpra­cował do ostatnich dni swego życia (1944 r.) w tej dziedzinie ż miejscową inteligencją.

Tak więc nic nie mogło przeszkodzić tym pięknym i odważnym ludziom w pełnieniu misji, jaką sobie wy­znaczyli w zaraniu podejmowania trudu nauczyciel­skiego.