Slajdy

Please update your Flash Player to view content.

Logo szkoły - zakaz wprowadzania zmian (2)

logo strona1

Przyciski strona główna

 

uczniowie nauczyciele bibioteka pedagog rekrutacja wspolpraca FSYNTEAA1tot1rainbow1P

Lotnisko w Siennicy

Nie jest powszechnie znaną wiedzą to, że dowództwo polskiego lotnictwa w przededniu II wojny światowej przygotowało w Siennicy polowe lotnisko, i że we wrześniu 1939 r. ono funkcjonowało. Warto chyba jednak znać ten epizod wojenny bezpośrednio związany z naszą miejscowością.

Lotnisk różnego rodzaju i przeznaczenia polskie wojsko posiadało kilkadziesiąt. Podzielić je można na: garnizonowe, operacyjne, polowe i pozorowane. Oczywiście położenie tych głównych lotnisk było Niemcom dobrze znane. W dniu wybuchu wojny eskadry lotnicze przeniosły się na lotniska operacyjne i polowe, których przygotowano ok. 260, a jedno z nich znajdowało się w Siennicy w posiadłości dziedzica Juliana Czarnockiego. Właśnie najczęściej lokalizowano lotniska polowe w obszarach majątków ziemskich. Dysponowały one wydzielonymi fragmentami ziemi umożliwiającymi lądowania i starty samolotów na trawiastych bądź innych utwardzonych podłożach. Przystosowane były do przyjmowania rzutów kołowych zaplecza eskadr, miały dogodne połączenia komunikacyjne umożliwiające szybką ewakuację jednostki w przypadku zagrożenia.

 Jerzy Pawlak, pilot szybowcowy i samolotowy, uczestnik wojny w 1939 r. a później żołnierz akowskiej konspiracji był też autorem licznych artykułów w fachowej prasie lotniczej oraz książek o tematyce lotniczej, a szczególnie interesował się historią polskiego lotnictwa wojskowego ze specjalnym uwzględnieniem okresu 1918-1939. W jego książce pt. Polskie eskadry w Wojnie Obronnej 1939. W-wa 1982 i 1991. odnajdujemy fragmenty dotyczące epizodów lotniczych związanych z Siennicą. Stwierdza on m.in., że 10 września w okolicy Siennicy musiał przymusowo lądować samolot PZL P-11 ze 152 Eskadry Myśliwskiej wchodzącej w skład Armii „Modlin”. Samolot, niestety, rozbił się, jednak pilot st. szer. Mieczysław Popek wyszedł bez większych obrażeń i wrócił co swojej jednostki. Działająca również w ramach Armii „Modlin” 41 Eskadra Rozpoznawcza dysponująca samolotami PZL-43 „Karaś” tego samego dnia, 10 września, dostała rozkaz przeniesienia się do „… m. Siennica koło Mińska Maz. W czasie przelotu zostali zestrzeleni przez myśliwce nienieckie nad wsią Michałówek koło Miłosny: ppor. obs. Kardasz, kpr. pil. Oklesiński i kpr. strz. Majewski. W ten sposób Eskadra pozostała tylko z 2 samolotami bojowymi…”. Następnego dnia lotnisko w Siennicy zostało zbombardowane przez Niemców. Jeden z "Karasi" uległ zniszczeniu, a drugi, ostatni już sprawny samolot z całej Eskadry odleciał do Brześcia.

Mieszkańcy Siennicy słabo zapamiętali ten lotniczy epizod wojenny. Mieczysław Szostak, świeżo upieczony wówczas absolwent szkoły powszechnej, mający we wrześniu rozpocząć naukę w naszym gimnazjum, wspomina: „Niespodziewanie do Siennicy przylatuje kilka polskich samolotów. Jednak są one takie jakieś niepozorne i lecą tuż nad samą ziemią, jakby się bały. Po chwili ukradkiem lądują na folwarcznym polu, a właściwie rżysku i szybko chowają się pod osłoną lasu. I tak już tu pozostaną porzucone i bezużyteczne. Tylko nad jednym z nich zlitował się jakiś chłop, zaprzągł konia i przyciągnął go na swoje podwórze”. Wiktor Jastrzębski, niedoszły uczeń IV kl. gimnazjum opowiadał, że pomagał przetaczać samoloty pod drzewa w celu ich ukrycia.

Zapamiętano strach i oczekiwanie na bombardowanie Siennicy. Wielu mieszkańców opuściło Siennicę szukając bezpieczniejszego miejsca w okolicznych wioskach. Stanisław Gnoiński napisał, że 10 września ostrzelały Siennicę cztery niemieckie samoloty i spodziewano się większego nalotu. Rzeczywiście następnego dnia, czyli 11 września nalot bombowców miał miejsce. Sama Siennica jednak nie ucierpiała podczas tego bombardowania. Wydaje mi się, że celem tej niemieckiej akcji było właśnie lotnisko, a nie np. gmach szkolny czy inne obiekty w Siennicy, które nie trudno było przecież trafić z powietrza.

Warto na koniec wspomnieć, że dwaj absolwenci naszego Seminarium Nauczycielskiego kontynuowali następnie naukę w słynnej dęblińskiej „Szkole Orląt” i obaj związali się z lotnictwem. We wrześniu 1939 r. walczyli pod polskim niebem będąc członkami eskadr lotniczych. Byli to kpt. pil. Franciszek Jastrzębski w 1939 r. D-ca 152 Eskadry Myśliwskiej oraz pchor. obs. Wacław Reda, który był we wrześniu obserwatorem II/53 Plutonu 53 Eskadry Obserwacyjnej.

images 1pobrane 1